Ewangelia

Ewangelia
"I otrze z ich oczu wszelką łzę, a śmierci już odtąd nie będzie. Ani żałoby, ni krzyku, ni trudu już [odtąd] nie będzie, bo pierwsze rzeczy przeminęły" /Objawienie Jana 21,4/

piątek, 29 listopada 2013

Czemu jest tak trudno żyć w dzisiejszym świecie?

Uczyniliśmy ten świat nieprzyjaznym dla człowieka i innych istot żywych. Maszyny, samochody, urządzenia – to wszystko miało dać nam więcej wolności, ułatwić życie, a w rzeczywistości je skomplikowało, uczyniło jeszcze bardziej kruchym i mało znaczącym oraz całkowicie pochłonęło nasz czas. Wynaleźliśmy lekarstwa na wiele chorób, które jeszcze sto lat temu były dla człowieka wyrokiem śmierci. Znacząco wzrosło nasze poznanie świata i praw nim rządzących. Jednak cóż z tego, gdy codziennie tysiące ludzi giną lub zostają kalekami w wypadkach samochodowych lub podczas pracy przy maszynach. Cóż z tego, gdy siedząc kilkanaście godzin dziennie przy biurku, pracując w nieprzerwanym stresie i pod presją czasu, coraz młodsi ludzie umierają na zawał lub nabawiają się poważnej choroby. W ostatnich dziesięcioleciach dopadły nas z wielką mocą tzw. choroby cywilizacyjne, takie jak choroby serca, rak, depresja, nerwica, niepłodność, niewydolność organizmu, kalectwo emocjonalne.

Rzadko zdajemy sobie sprawę z tego, że każdy wypadek, czy choroba są skutkiem naszych działań, naszego stylu życia, naszych codziennych wyborów. Jesteśmy odpowiedzialni za nasze decyzje. Inaczej mówiąc – nic nie dzieje się bez przyczyny. To, co robimy wpływa na nas, na życie i zdrowie naszych dzieci i wnuków (nawet jeszcze zanim się urodzą) oraz na życie przyszłych pokoleń. Jeżeli folgujemy wszystkim naszym zachciankom, jeśli nie zastanawiamy się nad konsekwencjami naszych działań, to musimy wiedzieć, że obieramy sobie za przewodnika szatana, który krzyczy nam do ucha, że „raz się żyje!” . Rezygnujemy w ten sposób z odpowiedzialności za siebie i innych, a gdy rodzi się chore dziecko lub zdarza się wypadek, to obwiniamy Boga, pytamy się gdzie On wtedy był, gdy działa się tragedia, a może wcale Go nie ma?
A ty kogo słuchasz, gdy obierasz drogę egoizmu i zatracenia? Kto jest twoim przewodnikiem i kto cię prowadzi? Bóg, któremu nie dajesz dojść do słowa, którego dobrych rad nie chcesz słuchać? Czy może jednak szatan, który każe ci „chwytać dzień” bez żadnego zastanowienia? Gdybyśmy posłuchali Bożych rad dotyczących naszego życia, gdybyśmy uszanowali Boskie prawa (Dekalog!) oraz nie ingerowali w prawa natury i uszanowali naszą planetę – nie byłaby ona w takim kiepskim stanie i nie byłoby takich dramatów. Niestety każdy z nas błądzi, gdyż prawda jest niewygodna. Prawda przekonuje do bezinteresownej, szczerej miłości. A jaka ona jest?

„Miłość jest cierpliwa, miłość jest dobrotliwa, nie zazdrości, miłość nie jest chełpliwa, nie nadyma się, nie postępuje nieprzystojnie, nie szuka swego, nie unosi się, nie myśli nic złego, nie raduje się z niesprawiedliwości, ale się raduje z prawdy; wszystko zakrywa, wszystkiemu wierzy, wszystkiego się spodziewa, wszystko znosi. Miłość nigdy nie ustaje; bo jeśli są proroctwa, przeminą; jeśli języki, ustaną, jeśli wiedza, wniwecz się obróci. /1 Kor. 13, 4-8/
Prawda każe nam  zrezygnować ze swoich ambicji na rzecz niesamolubnej miłości do drugiego człowieka, a to nam się nie podoba. Wybieramy więc to, co łatwiejsze, to co nas bardziej bawi i pogrążamy się coraz bardziej w naszym upadku.
Nasze otoczenie uczyniliśmy miejscem nieprzyjaznym i bezdusznym. I nic dziwnego, że tyle osób cierpi na choroby psychiczne, uzależnia się od leków i używek. Wydaje nam się, że idziemy do przodu, a rzeczywistości leżymy bezradnie na plecach i nie jesteśmy w sanie się podnieść.  Uważajmy na ostrzeżenie: „kto mniema, że stoi, niech baczy, aby nie upadł”/1 Kor. 10,12/. „Ponieważ mówisz: Bogaty jestem i wzbogaciłem się, i niczego nie potrzebuję, a nie wiesz, żeś pożałowania godzien nędzarz i biedak, ślepy i goły”/Obj. 3,17/.

Ziemia coraz mniej przypomina nam dom. Ogarnia nas coraz większy strach, co będzie jutro? Co stanie się z naszymi dziećmi? Ile jeszcze czasu minie, aż doszczętnie zniszczymy nasze środowisko? Tłumimy jednak te myśli i dalej uczestniczymy w „wyścigu szczurów”. Nie zwracamy uwagi na ostrzeżenie, że:  „nastał czas [...] wytracenia tych, którzy niszczą ziemię./Obj. 11,18/.

Jesteśmy coraz bardziej zmęczeni, bezmyślni, bezwolni. Dlaczego? Bo nie do takiego życia zostaliśmy stworzeni. Nie taki świat miał być nam domem. Nie jest to naturalne środowisko dla człowieka. Jesteśmy w niewoli. Wystarczy zajrzeć do Księgi Rodzaju, pierwszej Księgi Słowa Bożego – tam został opisany nasz pierwotny Dom. Był to piękny, kwitnący, przyjazny ogród – dający ludziom zdrowe jedzenie i poczucie bezpieczeństwa, a nad wszystkim czuwał kochający Ojciec, który uczył pierwszych ludzi i prowadził ich za rękę. W Edenie mieliśmy żyć w zgodzie z naturą, otoczeni miłością i opieką. Również my mieliśmy dawać sobie miłość i otaczać się wzajemną opieką. Niestety, schrzaniliśmy to. Nie myślcie, że chodzi tylko o zjedzenie jednego jabłka! Zobaczmy, jak wyglądała sytuacja:
„A wąż był chytrzejszy niż wszystkie dzikie zwierzęta, które uczynił Pan Bóg. I rzekł do kobiety: Czy rzeczywiście Bóg powiedział: Nie ze wszystkich drzew ogrodu wolno wam jeść? A kobieta odpowiedziała wężowi: Możemy jeść owoce z drzew ogrodu,  tylko o owocu drzewa, które jest w środku ogrodu, rzekł Bóg: Nie wolno wam z niego jeść ani się go dotykać, abyście nie umarli. Na to rzekł wąż do kobiety: Na pewno nie umrzecie, lecz Bóg wie, że gdy tylko zjecie z niego, otworzą się wam oczy i będziecie jak Bóg, znający dobro i zło. A gdy kobieta zobaczyła, że drzewo to ma owoce dobre do jedzenia i że były miłe dla oczu, i godne pożądania dla zdobycia mądrości, zerwała z niego owoc i jadła. Dała też mężowi swemu, który był z nią, i on też jadł.  Wtedy otworzyły się oczy im obojgu i poznali, że są nadzy. Spletli więc liście figowe i zrobili sobie przepaski.  A gdy usłyszeli szelest Pana Boga przechadzającego się po ogrodzie w powiewie dziennym, skrył się Adam z żoną swoją przed Panem Bogiem wśród drzew ogrodu.  Lecz Pan Bóg zawołał na Adama i rzekł do niego: Gdzie jesteś?  A on odpowiedział: Usłyszałem szelest twój w ogrodzie i zląkłem się, gdyż jestem nagi, dlatego skryłem się.  Wtedy rzekł Bóg: Kto ci powiedział, że jesteś nagi? Czy jadłeś z drzewa, z którego zakazałem ci jeść?  Na to rzekł Adam: Kobieta, którą mi dałeś, aby była ze mną, dała mi z tego drzewa i jadłem.  Wtedy rzekł Pan Bóg do kobiety: Dlaczego to uczyniłaś? I odpowiedziała kobieta: Wąż mnie zwiódł i jadłam.”/Ks. Rodz. 3,1-13/
Zobaczcie, iż w rzeczywistości chodziło o to, że człowiek, nie tylko nie posłuchał Boga, ale przede wszystkim Mu nie zaufał i to dwukrotnie. Pierwszy raz, gdy uwierzył kłamstwu szatana, drugi raz, gdy zwątpił w Boże przebaczenie. Ostatecznie Ewa zrzuciła winę na węża. Adam na  Ewę, a w efekcie również na Boga, gdyż, to przecież On dał taką niedobrą niewiastę Adamowi.

Również dzisiaj nie ufamy Bogu. Działamy na własną rękę, podejmując decyzje po omacku, a gdy coś pójdzie nie tak, oskarżamy siebie nawzajem za własne błędy – każdy z nas zjada swoje jabłko, a gdy się nim dusi – szuka winnego. W końcu największym winnym w naszych oczach staje się Bóg i wtedy odsuwamy się od Niego. A to nie Bóg oddzielił się od nas, tylko my od Niego: „ Oto ręka Pana nie jest tak krótka, aby nie mogła pomóc, a jego ucho nie jest tak przytępione, aby nie słyszeć.  Lecz wasze winy są tym, co was odłączyło od waszego Boga, a wasze grzechy zasłoniły przed wami jego oblicze, tak że nie słyszy.  Gdyż wasze dłonie są splamione krwią, a wasze palce winą; wasze wargi mówią kłamstwo, wasz język szepce przewrotność.  Nikt nie pozywa przed sąd według słuszności i nikt nie prowadzi sprawy uczciwie. Polegają na kłamstwie i mówią puste słowa, są brzemienni występkiem i rodzą zgubę.  Wylęgają jaja bazyliszka i przędą pajęczynę; kto spożywa ich jaja, ginie, a gdy się je stłucze, wypełznie z nich gad. Ich tkaniny nie nadają się na suknię, a ich robotą nie można się przyodziać. Ich uczynki, to uczynki złe, a dowody gwałtu są na ich dłoniach.” /Izaj. 59, 1-6/.

Nasze zachowania stają się coraz bardziej wypaczone. Coraz więcej osób wyznaje zasadę „po trupach – do celu” i nie przebiera w środkach, aby zdobyć ten cel. Nie liczy się dane słowo. Pojęcie honoru stało się pustym słowem, którego znaczenia nie rozumiemy. Trudno dziś znaleźć osobę uczciwą i prawdomówną. Miłość, która miała być podstawą egzystencji człowieka, została przekształcona w fizyczno-chemiczny proces, który służy zaspokojeniu naszych własnych pożądliwości i potrzeb – coraz mniej potrafimy dawać, coraz więcej chcemy brać. Co gorsza naszą miłość przekierowaliśmy z człowieka na rzeczy martwe – kochamy przedmioty. Również opieka rodzicielska została zmarginalizowana. Odpowiedzialność za nasze dzieci zepchnęliśmy na różnorodne instytucje. Urządzenia, takie jak komputer, czy telewizor zapełniły ich czas. Uczymy je współzawodnictwa i pielęgnowania własnego ja – wychowujemy pokolenie, które nie będzie wiedziało, co to jest empatia i odpowiedzialność za innych. Pokolenie, dla którego najwyższą wartością będzie odpowiedni status społeczny i majątkowy. Pokolenie ograniczonych egoistów, oceniających wszystko przez pryzmat sowich potrzeb. A diabeł zaciera ręce! Tak – „zstąpił do was diabeł pałający wielkim gniewem, bo wie, iż czasu ma niewiele.”/Obj. 12,12/. Pragnie on dowieść, że Boga nie ma lub, że jest bezwzględnym okrutnikiem, a nas namawia do „korzystania z życia” bez zastanowienia, bo nawet jeśli okaże się, że Bóg jest, to przecież po śmierci ktoś pomodli się z mnie, da na mszę… Otóż nie – to tak nie działa. Biblia uczy czegoś innego. Po śmierci nie ma już dla nas drugiej szansy. Wszelkie decyzje podejmujemy za życia. Biblia nie mówi o tzw. czyśćcu i o nieśmiertelności duszy.  „Wiedzą bowiem żywi, że muszą umrzeć, lecz umarli nic nie wiedzą […] w krainie umarłych, do której idziesz, nie ma ani działania, ani zamysłów, ani poznania, ani mądrości" /Kazn. Sal. 9,5.9.10/. „dusza, która grzeszy, ta umrze.”/Ez. 18,4 Biblia Gdańska/.

A jak wygląda dziś nasze życie? Dokąd zmierzamy? Trudno oprzeć się wrażeniu, że „ten pociąg niebawem się wykolei”. Pędzimy. W złym kierunku.

Pamiętajmy jednak, że Bóg wcale nas nie skreślił, że nas nie opuścił. W dalszym ciągu wyciąga do nas swoją rękę. Nie przestał nas kochać. Nie zmusza nas jednak, byśmy Go pokochali na siłę, daje nam wolny wybór. I robi wszystko, abyśmy zechcieli Go poznać. Tylko my oślepliśmy i ogłuchliśmy w naszym obłędzie.
Wyrazem niewyczerpanej miłości Boga do nas jest najwyższa ofiara, jaką złożył za nasz grzech.  Dał swego bezgrzesznego, nieskazitelnego Syna, Jezusa Chrystusa, „którego Bóg ustanowił jako ofiarę przebłagalną przez krew jego, skuteczną przez wiarę, dla okazania sprawiedliwości swojej przez to, że w cierpliwości Bożej pobłażliwie odniósł się do przedtem popełnionych grzechów, dla okazania sprawiedliwości swojej w teraźniejszym czasie, aby On sam był sprawiedliwym i usprawiedliwiającym tego, który wierzy w Jezusa.” /Rzym. 3,25.26/. W ten sposób Jezus odkupił nas swą własną krwią. Wobec tej ofiary szatan jest bezsilny. Bóg zapłacił za nas okup i w ten sposób mamy szansę znów być Jego ludem. Każdy człowiek ma w życiu niejedną okazję, aby spojrzeć na krzyż, na przelaną za grzech krew Chrystusa. Każdy ma szansę dowiedzieć się, że zapłatą za grzech jest śmierć  „Albowiem zapłatą za grzech jest śmierć, a łaska przez Boga dana to życie wieczne w Chrystusie Jezusie, Panu naszym” /Rzym.6:23/.Jezus oddał swe życie i pokonał śmierć, byśmy my nie musieli umrzeć na zawsze. . Nie chodzi tu tylko o śmierć fizyczną i o same cierpienia na krzyżu. Jezus poniósł na krzyż wszystkie nasze winy i odczuł ich skutki na swojej duszy, przez co doznał śmierci duchowej - ostatecznej, polegającej na całkowitym oddzieleniu od źródła życia, czyli Boga. Poczuł za nas, jak ciężkim przestępstwem jest każdy grzech i czym jest prawdziwa śmierć, tzw. śmierć druga (por. Ap. 20,14 "I śmierć, i piekło zostały wrzucone do jeziora ognistego; owo jezioro ogniste, to druga śmierć."). Pierwsza śmierć jest przyrównywana w Biblii do snu, z którego zostaniemy wzbudzeni - albo do życia wiecznego albo na sąd. Druga śmierć, to śmierć duszy, całkowite unicestwienie człowieka (Ap. 20,1-15). "I nie bójcie się tych, którzy zabijają ciało, ale duszy zabić nie mogą; bójcie się raczej tego, który może i duszę i ciało zniszczyć w piekle." /Mat. 10-28/. To straszne doświadczenie wziął za nas na siebie Jezus, byśmy mieli szansę sami tego uniknąć.

Każdy ma szansę spojrzeć na życie i nauki Chrystusa, który był odbiciem Boga – kochającego, sprawiedliwego, prawego, miłosiernego, łaskawego, prawdomównego. Boga cierpliwego, łagodnego, pokornego. Takiego, który dotrzymuje danego słowa - wiernego. Ojca, który powiedział, że kiedyś wróci po swój Lud i skończy się cierpienie, a śmierć i grzech zostaną unicestwione. Nawet jeśli do kogoś nie dotarł przekaz Ewangelii, to Bóg przemawia przez sumienie: „ Skoro bowiem poganie, którzy nie mają zakonu, z natury czynią to, co zakon nakazuje, są sami dla siebie zakonem, chociaż zakonu nie mają;  dowodzą też oni, że treść zakonu jest zapisana w ich sercach; wszak świadczy o tym sumienie ich oraz myśli, które nawzajem się oskarżają lub też biorą w obronę”/Rzym. 2,14.15/.
Dzięki Bożej łasce, mimo naszych grzechów, mamy szansę przez wiarę, poznać prawdziwy charakter Boga i zdecydować, czy chcemy być z Nim, czy też wolimy egzystować na swoich zasadach, które niestety prowadzą nieodmiennie do śmierci.

Dzięki Bożej miłości mamy szansę – możemy wybrać, czy chcemy kiedyś mieszkać w pięknym świecie, żyjąc prawdziwym życiem, do jakiego zostaliśmy stworzeni. „Głosimy tedy, jak napisano: Czego oko nie widziało i ucho nie słyszało, i co do serca ludzkiego nie wstąpiło, to przygotował Bóg tym, którzy go miłują.” /1 Kor.2,9/. Jednak musimy wybrać już dziś.
Jedyną drogą do zbawienia, czyli do życia i szczęścia wiecznego, tożsamego z pierwotną naturą daną nam przez Stworzyciela, jest wiara: ”Albowiem łaską zbawieni jesteście przez wiarę, i to nie z was: Boży to dar; nie z uczynków, aby się kto nie chlubił.”/Efezjan 2,8-9/.Gdy do naszej świadomości dochodzi zrozumienie ofiary za nasze grzechy, jaką była przelana na krzyżu krew Jezusa, wówczas zaczyna w nas kiełkować pragnienie, aby zmienić nasze życie i oddać się Bogu „na wychowanie”. Zdajemy sobie sprawę z tego, że jesteśmy grzeszni i sami nic z tym nie możemy zrobić. Nie ma ludzi, którzy nie grzeszą i nasze wysiłki nie zmieniają tego faktu. Dlatego  uczynki nie mogą nas zbawić, może to zrobić jedynie wiara w Jezusa Chrystusa: „Nie ma bowiem różnicy, gdyż wszyscy zgrzeszyli i brak im chwały Bożej, i są usprawiedliwieni darmo, z łaski jego, przez odkupienie w Chrystusie Jezusie, [...] Gdzież więc chluba twoja? Wykluczona! Przez jaki zakon? Uczynków? Bynajmniej, lecz przez zakon wiary.” /Rzymian 3,22-24,27/. Uświadomienie sobie tego faktu zmienia nasze życie i rodzi chęć poznania Boga i podporządkowania się Jego prawom „A z tego wiemy, że go znamy, jeśli przykazania jego zachowujemy. Kto mówi: Znam go, a przykazań jego nie zachowuje, kłamcą jest i prawdy w nim nie ma. Lecz kto zachowuje Słowo jego, w tym prawdziwie dopełniła się miłość Boża. Po tym poznajemy, że w nim jesteśmy.” /1 Jana 2, 3-5/. Prawdziwa wiara niesie za sobą zmiany w życiu – zmienia się nasza motywacja, postępowanie, przewartościowują się priorytety. Apostoł Jakub informuje nas w swym liście, że żywa wiara jest motorem tych zmian:  „Tak i wiara, jeżeli nie ma uczynków, martwa jest sama w sobie.” /Jakuba 2,17/.
Człowiek, który prawdziwie poddał swoje życie Bogu nie chełpi się własnymi osiągnięciami i uczynkami. Życie zgodne z prawami Bożymi staje się dla niego normą, która powinna obowiązywać każdego człowieka, normą która miała być gwarantem szczęśliwej współegzystencji wszystkich istot we wszechświecie. Natomiast wszelkie upadki i potknięcia na drodze do osiągnięcia tej normy, wyznaje się Bogu, który wybacza i naucza, jak ich następnym razem unikać : „jeśliby kto zgrzeszył, mamy orędownika u Ojca, Jezusa Chrystusa, który jest sprawiedliwy. On ci jest ubłaganiem za grzechy nasze, a nie tylko za nasze, lecz i za grzechy całego świata. „/1 Jana 2,1-2/.

Pismo święte jest przewodnikiem i skarbnicą wiedzy na temat Stworzyciela i Jego stworzenia. Ukazuje jaki naprawdę jest Bóg i daje wskazówki, co jest dla nas dobre i korzystne. Warto zapoznać się z jego treścią, aby dokonać świadomego wyboru i poznać możliwe konsekwencje swoich działań. Jest to wybór między życiem a śmiercią. Życzę wszystkim, aby przemyśleli swoje stanowisko. Abyśmy, mimo trudności, jakie niesie nasze życie dzisiaj, mogli powiedzieć za Apostołem Piotrem”: „Oczekujemy jednak, według obietnicy, nowego nieba i nowej ziemi, w których będzie mieszkała sprawiedliwość.”/1 Piotra 3,13/.


 
Anetta Jedynak-Stępnik


Polecam niezwykle przejmujące studium charakteru Boga i znaczenia Jego miłości do nas ukazane w książce „Spójrz nowymi oczyma” Ty’a  Gibsona, wyd. „Orion Plus”, 2012.

czwartek, 7 listopada 2013

Biblijny chrzest

Chrzest poprzez zanurzenie w wodzie - świadomy akt wiary i deklaracja chreścijanina.
 
"Przez chrzest wyznajemy wiarę w śmierć oraz zmartwychwstanie Jezusa Chrystusa i zaświadczamy o swej śmierci dla grzechu, a również o swym postanowieniu kroczenia w odnowionym życiu. W ten sposób uznajemy Chrystusa za Pana i Zbawiciela, stajemy się też Jego ludem i przyjęci zostajemy w poczet wiernych Jego Kościoła. Chrzest jest symbolem połączenia z Chrystusem, przebaczenia grzechów i trzymania Ducha Świętego. Obrzędu tego dokonuje się poprzez zanurzenie w wodzie, po wyznaniu wiary w Jezusa i widocznej skrusze za popełnione grzechy. Poprzedzać go winno zapoznanie się z naukami Pisma Świętego i ich przyjęcie"
"Wierzyć taj jak Jezus", Wyd. "Znaki Czasu" 2007, s. 206.

Opisy dotyczące chrztu w Biblii:
Rzym. 6,1-6; Kol. 2,12.13; Dz. Ap. 16,30-33; 22,16; 2,38; Mat. 3,6; 28,19.20.; Mar. 1,5; 16,16.